Rodzina

Mamo, zostaw! Ja sam!

Kolejny raz załapałam się na przyklękaniu przy moim dziecku, żeby założyć mu buty, bo… tak będzie szybciej. Dodam, że odbierając pięciolatka i czterolatka z przedszkola około godziny 17 już nie pracuję, słońce zachodzi po 20, sklepy otwarte są do 21. Więc gdzie ja się spieszę? Nie wiem. Zauważyłam, że nie tylko ja tak mam… Wielu rodziców „się spieszy”: ubiera starszaki – bo szybciej, karmi je – bo szybciej czyściej i więcej zje itp. Co gorsza, ten „proceder” zaczynają, gdy dziecko próbuje zapanować nad swoim ciałem, gdy chce się przekręcić, podnieść, chodzić. Zamiast przyglądać się spokojnie, odpowiadając na potrzeby maluszka wykonują za niego całą pracę, minimalizując „wkład własny dziecka” i potencjalne ryzyko porażki. Wystarczyło zaufać wewnętrznej intuicji dziecka, które wierzy, że da radę i bardzo chce spróbować. Stworzyć mu bezpieczne warunki i zostawić przestrzeń oraz czas na przyswajanie nowych umiejętności, zdobywanie doświadczeń, na porażki i ogromną satysfakcję z samodzielnie odniesionego sukcesu.…

Jak spędzać czas z dzieckiem?

Na wpisaną w google frazę „jak spędzać czas z dzieckiem” dostajemy gazylion pomysłów, z których każdy kolejny jest coraz bardziej wymyślny. Milion spotkań i warsztatów w stylu programowanie dla roczniaka, przygotowywanie sushi – warsztaty dla dwulatków, tapicerowanie kanapy przy dźwiękach Mozarta – podstawy – od 2 roku życia 😀  Można się załamać, prawda? W pewnym momencie sama złapałam się na tym, że szukałam wymyślnych rozrywek dla swojego pięciolatka, bo przecież… musi się wszechstronnie rozwijać i WSZYSCY TAK ROBIĄ. Co więcej, brałam udział w jakiś spotkaniach dla dzieci, chociaż spotkań z obcymi ludźmi po prostu nie lubię. A później wyluzowałam. Mamy dwójkę dzieci, które potrafią już powiedzieć co lubią, a czego nie lubią. Moje dzieci nie lubią rysować i malować. Ja też nie lubię, więc nie rysujemy. Lubią za to robić… konfetti (faza trwa już od tygodnia) :D.  Więc siedzę z nimi, ze starych gazet wycinamy długie paski, które później tniemy…

Ja i moja rodzina

Tak, to cała nasza rodzina w reklamie. Co ciekawe, jestem totalnym introwertykiem i zawsze słabo wypadałam na wszelkich wystąpieniach publicznych – niestety czasami mi się zdarzały, a to z racji zawodu marketingowca. Zawsze byłam mega spięta, kiedy miałam omawiać prezentacje 😀 Może kilkanaście lat temu próbowałam to jakoś zmienić, ale później przestałam… Doszłam do wniosku, że nie warto się spinać i wyobrażać sobie, że włochaty prezes korporacji jest tylko w majtkach (taki znany trik, żeby się rozluźnić :)). Po prostu uznałam, że jestem introwertykiem i szkoda energii na zmienianie tego. Wygodniej mi było skumulować energię, żeby założyć własną firmę i pracować przy takich projektach, przy jakich chcę pracować i nie stawiać się w sytuacjach do jakich nie pasuję. Tym bardziej zdziwiłam się, że tak na luzie zagrałam w reklamie 😀 Planer Familiowo

Navigate