Zero waste to styl życia zakładający generowanie jak najmniejszych ilości śmieci oraz zanieczyszczeń. Nie da się ukryć, że wiele udogodnień, z których korzystamy w codziennym życiu, to działania stojące w sprzeczności do zasad ekologii.

Otaczają nas plastikowe opakowania i jednorazowe akcesoria, a nieograniczony dostęp do różnego rodzaju dóbr sprawia, że impulsywnie kupujemy ogrom rzeczy, które latami zalegają w naszej szafie lub w krótkim czasie lądują w koszu na śmieci. Rozwiązaniem tego problemu ma być zero waste, jednak chyba coś poszło nie tak, skoro nawet ten trend prowadzi do tego, że… kupujemy coraz więcej.

Dla marketingowców trend zero waste to żyła złota. Wystarczy krótka wizyta na dowolnym forum,  facebookowej grupie zrzeszającej osoby popierające zero waste, czy subreddicie #zerowaste, by natknąć się na całą masę reklam i poleceń. Miłośnicy ekologii nieustannie przekonują, że aby żyć w zgodzie z naturą, trzeba wyposażyć się w wiele zupełnie nowych przedmiotów i sprzętów. Choć wiadomo, że warto najpierw zużyć to co się ma – nawet plastikowe, nawet stare.

Mam wrażenie, że jeśli podejmujemy decyzję o tym, że od tej chwili będziemy #zerowaste to otwiera nam drogę do… nowych zakupów i posiadania nowych rzeczy. Sama złapałam się na tym, że czytając „Pożegnanie z nadmiarem” minimalizm japoński” zaczęłam googać „materac futon”. I robiłam to leżąc na nowym (całkiem wygodnym) łóżku. I serio – byłam gotowa na zakupy 😀

Słoiki, butelki, woreczki, papierowe naczynia jednorazowe, sztućce i słomki, wielorazowe płatki kosmetyczne, torby na zakupy… Ta lista zdaje się nie mieć końca. I być może wszystko byłoby w porządku, gdybyśmy podchodzili do tego tematu w sposób racjonalny.

Żeby nie marnować, trzeba… kupować?

Tymczasem fascynacja przyjaznym dla przyrody stylem życia często przeradza się w kolejny pretekst do robienia zakupów. Można dojść do wniosku, że jako społeczeństwo przyzwyczailiśmy się do tego, że pieniądze są w stanie załatwić wszystko i kiedy pojawia się jakiś problem, z automatu zadajemy pytanie: „Co mam kupić, żeby go rozwiązać?”.

Oczywiście, jeśli mamy produkty, które są „zero waste” to warto je w w ten sposób promować. Jeśli nie macie takich produktów, to nie próbujcie naciągać faktów i uprawiać #greenwashing. Bo możecie skończyć jak znana dziennikarka, która twierdziła, że woda z plastikowej butelki jest lepsza 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *